Warning: Use of undefined constant RICHTEXT - assumed 'RICHTEXT' (this will throw an Error in a future version of PHP) in /home/ahola333/ftp/sibsi/wp-content/sp-resources/forum-plugins/syntax-highlighting/sp-syntax-plugin.php on line 182

Estetyczny Radykalny Ruch Oporu Symbolistycznego

Wilkołak: Apokalipsa | Forum ErroS

A A A

— Forum Scope —








Start typing a member's name above and it will auto-complete

— Match —





— Forum Options —





Min search length: 3 characters / Max search length: 84 characters

Lost password?

Warning: preg_match_all(): Compilation failed: invalid range in character class at offset 7 in /home/ahola333/ftp/sibsi/wp-content/sp-resources/forum-plugins/mentions/library/sp-mentions-components.php on line 18

Warning: preg_match_all(): Compilation failed: invalid range in character class at offset 7 in /home/ahola333/ftp/sibsi/wp-content/sp-resources/forum-plugins/mentions/library/sp-mentions-components.php on line 18

Warning: preg_match_all(): Compilation failed: invalid range in character class at offset 7 in /home/ahola333/ftp/sibsi/wp-content/sp-resources/forum-plugins/mentions/library/sp-mentions-components.php on line 18

Warning: preg_match_all(): Compilation failed: invalid range in character class at offset 7 in /home/ahola333/ftp/sibsi/wp-content/sp-resources/forum-plugins/mentions/library/sp-mentions-components.php on line 18
Topic Rating: 0 (0 votes) 
Avatar
Voodoochild


Myśliciel
146 Posts
(Offline)
1
2 listopada 2015 - 11:00
0

Ten temat pragnę założyć aby móc podzielić się z innymi przeżyciami z sesji oraz aby inni mogli się swoimi przeżyciami podzielić również . Myślę że może on wzbogacić wyobrażenie o świecie danego systemu i o odgrywaniu postaci. Opowieść którą sama chcę zaprezentować pochodzi z sesji wilkołaka apokalipsy. Oprócz tej opowieści istnieją jeszcze dwie z tej samej przygody widziane oczami dwóch innych patronatów, osoby posiadające te historie zachęcam aby się nimi podzieliły 🙂

***
Opowieść Filodoksa Dzieci Gai

… szliśmy ścieżką, szliśmy długo, miałam wrażenie że wieczność. Wokół roztaczała się ciemność. Z czasem przed nami zaczęły zarysowywać się widmowe kształty jakichś gigantycznych obiektów. To były sny, w jednym z nich znajdowała się żmijowa idea którą mieliśmy zniszczyć. Ścieżka doprowadziła nas do odpowiedniego snu.

Przed nami roztaczała się spękana ogromnymi szczelinami równina. Po krótkim rekonesansie Ostrze Gromu i Bokiem Ale Do Przodu odkryli obecność cienistych nienaturalnie dużych wilków. Nie było nadziei że przejdziemy nie zauważeni, nie wiedzieliśmy ile ich jest lecz szacowaliśmy że nie mało. Między nami zapadła chwila konsternacji w tedy odezwał się Ostrze Gromu. Postanowił poświęcić się i odciągnąć ich uwagę abyśmy mogli spełnić naszą misję. W tedy dotarło do mnie na jak bardzo niebezpieczną wyprawę się wybrałam, kiedy wchodziłam do jeziora, kiedy kroczyłam przez ciemną pustkę nie opuszczało mnie optymistyczne przeświadczenie że wszystko będzie dobrze i nagle wychodzimy na tę równinę i … Ostrze Gromu poświęca własne życie dla powodzenia misji. Bo nie ulegało wątpliwości ani dla mnie ani dla reszty że widzimy naszego Achrouna po raz ostatni. Pożegnaliśmy się praktycznie bez słowa, choć przepełniał mnie smutek. A potem Ostrze Gromu wskoczył w wir walki i nie ustąpił aż do ostatniej kropli krwi. Dopóki nie pochłonęło go morze czarnych cieni.
Udało nam się przekraść szczelinami będąc praktycznie nie zauważeni.

Kiedy znaleźliśmy się na końcu równiny, krajobraz uległ zmianie. Zanim przekroczyłam jego próg, a może tuż po tym jak to zrobiłam, otrzymałam wizję ogromnego krateru w ziemi w kształcie okręgu, wokół poustawiane zostały płonące żagwie. Jednocześnie poczułam że kategorycznie nie wolno nam znaleźć się w środku tego obiektu. Jeśli tak się stanie oznaczać to będzie nasz smutny koniec.

Kiedy wizja minęła niezwłocznie opowiedziałam o niej reszcie. Jak się okazało nie byłam osamotniona, Bokiem Ale Do Przodu już zaczął opowiadać o śmiertelnie niebezpiecznej mgle, która jeśli ją zaczerpniemy do płuc po prostu nas zabije. Znajduje Czego Nie Zgubił miał wizję w której jesteśmy otoczeni nieprzeniknioną ciemnością i kiedy na nasze głowy spadają krople bliżej nie określonej cieczy, następuje nasza śmierć. Podzieliwszy się owymi ostrzeżeniami ruszyliśmy dalej.

Przed nami roztaczała się polanka otoczona lasem, na środku której stał domek. Z uwagi na swoją… wadę, musiałam zostać na zewnątrz, Znajduje Czego Nie Zgubił i Bokiem Ale Do Przodu weszli do domu. Z wnętrza usłyszałam jak jakiś chłopięcy głos oznajmia, najpewniej swej rodzicielce, że wychodzi na dwór aby pooglądać gwiazdy. Po chwili ściany domu zaczęły się rozpływać. Z jakiegoś powodu Bokiem Ale Do Przodu stał i szlochał, w tym czasie Turg obejrzał dom, wspominał o jakimś generale… Kiedy udało mi się ich zobaczyć zasugerowałam im że idea w snach pojawia się pod postacią dziecka, a to z kolei pobiegło patrzeć w gwiazdy więc ruszyliśmy w stronę wzgórza, wypatrując postaci dziecka.

Znalazł go Znajduje czego nie Zgubił, leżał w trawie, na wpół rozłożony. Martwymi oczami patrzył w gwiazdy. W tym momencie któryś z moich towarzyszy dostrzegł czyjąś obecność, Bokiem Ale Do Przodu nazwał go dementorem… to był duch w ciemnej szacie, z kapturem naciągniętym głęboko na głowę tak że nie byliśmy w stanie dostrzec jego twarzy. A może oprócz jarzących się na niebiesko oczu była tam tylko ciemność?
Przedstawił się jako Enigmator.

Opowiedział nam o tym że naszym prawdziwym wrogiem jest nie Żmij a Tkaczka, ponieważ to Tkaczka oszalała jako pierwsza, zniewoliła Żmija przez co i on oszalał. Opowiedział nam o tym że tak naprawdę Żmij cały czas dąży do uwolnienia się, a co za tym idzie, dąży do równowagi. Zwrócił naszą uwagę na to że same wilkołaki i ich natura została spętana przez Tkaczkę, najlepszym na to przykładem są Tubylcy Betonu którzy do tego stopnia wyparli swoją naturę, że kiedy los rzuca ich na łono przyrody, pozbawiając ich wszelkich wytworów tkaczki, ci stają się bezradni niczym niemowlęta. Pokazał nam że to Tkaczka trawi udręczone oblicze Gai, rozrastające się miasta, postęp cywilizacyjny, to wszystko jest efektem działania Tkaczki. Pokazał nam że Gaja jest oblepiona grubą warstwą martwych pajączków – duchów tkaczki, które nie ulegają rozkładowi i tylko duszą, dławią Gaję. Powiedział nam niemalże wprost, że aby odpędzić groźbę apokalipsy, musi wrócić równowaga Triady a ta nie nastąpi jeśli Dzikun będzie zmagać się tylko ze Żmijem. Pokazał nam również gdzie znajduje się idea, którą mamy zniszczyć. Na koniec zapowiedział, że spotkamy jeszcze Ostrze Gromu i że to spotkanie w cale nas nie ucieszy. Podziękowaliśmy za wszystko co usłyszeliśmy i Teurg znalazł sposób aby dotrzeć do matrycy. Ruszyliśmy ścieżką.

Przez całą drogę Znajduje Czego Nie Zgubił spierał się z Bokiem Ale Do Przodu o to co takiego będzie z Ostrzem Gromu nie tak, kiedy go spotkamy ponownie. Nie mogłam tego słuchać bo spekulowali, że będzie tancerzem Czarnej spirali. Nie chciałam przyjąć do świadomości faktu że może się to stać. Szliśmy przez las, który z czasem zaczął rzednąć, przed nami zaczął wyłaniać się krajobraz bitwy.

Niebo stało się czerwone. Wszędzie wokół ścieliły się trupy żołnierzy. Bitwa już dobiegała końca, tylko gdzieś w oddali było jeszcze słychać pomruki wystrzeliwanych dział. Wokół unosiła się lekko zielonkawa mgła. Potknęłam się i w tym momencie spłynął na nas nimb zielonych oparów, Bokiem Ale Do Przodu z przerażeniem skontastował że jest to scena żywcem wycięta z jego wizji, puściliśmy się biegiem ścieżką. Nie udało mi się na czas wstrzymać oddechu, trochę toksyn dostało się do moich płuc, więc osłabiona biegłam wolniej, pomógł mi Teurg lecząc mnie Matczynym Dotykiem.

Nagle spośród drzew wyłonił się ogromny maszkaron, szkielet opancerzony w metalowe elementy. Ział zielonymi oparami. Mając przed sobą źródło śmiertelnych toksyn, niezwłocznie postanowiliśmy to ubić. Nie szczędziliśmy szponów i niedługo potwór leżał martwy. Uleczyliśmy się wzajemnie, gdyż trudno się walczy wstrzymując oddech i mimowolnie musieliśmy zaczerpnąć trującego powietrza. Ruszyliśmy dalej ścieżką, niedługo po tym ujrzeliśmy przed sobą ciemną równinę na środku której stał ogromny bunkier.

Kiedy podeszliśmy bliżej dostrzegliśmy widniejące na samym środku budowli żmijowe symbole, między nimi znajdowała się matryca, której poszukiwaliśmy. Teurg przystąpił do próby jej dezaktywacji. Wraz z Bokiem Ale Do przodu dostrzegłam pojawienie się Enigmatora, stał w pewnej odległości i przypatrywał się naszym poczynaniom. Próbowaliśmy wypytać go czy wie jak zdezaktywować tą matrycę lecz robiliśmy to dosyć nieumiejętnie w związku z czym nie udało nam się niczego dowiedzieć. Znajduje Czego Nie Zgubił w tym czasie podejmował próby pojęcia jak owa matryca funkcjonuje. Uważał że jeśli uda mu się zrozumieć na jakiej zasadzie działa, będzie umiał ją wyłączyć.

Trwało to całą wieczność, wraz Z Bokiem Ale Do Przodu chodziliśmy wokół nerwowo załamując ręce, podejmując kolejne nieudane próby rozmowy z Enigmatorem. W tym czasie Znajduje Czego Nie Zgubił zaczął zachowywać się jak szaleniec, jakby rozpaczliwie bronił się przed opętaniem. Coraz zacieklej atakował treść matrycy a ta wydawała się odbijać jego ataki. Wielokrotnie sprawdzaliśmy czy przypadkiem nie staje się tancerzem czarnej spirali wypytując go komu służy i sprawdzając czy mówi prawdę. Zawsze odpowiadał że Gai. W pewnym momencie popadliśmy w psychozę że może to wszystko ma na celu przemienienie nas w Tancerzy, że nie uratujemy Gai, że Żmij już nad nami wygrał i że już teraz posługuje się nami przeciwko Gai…

Rosła we mnie desperacja, chciałam zniszczyć ten przeklęty bunkier a wraz z nim tą cholerną matrycę ale mimo to nie zrobiłam tego jeszcze. W pewnym momencie Znajduje Czego Nie Zgubił zaczął wrzeszczeć o jakichś głosach w jego głowie po czym zemdlał… zapadł w letarg… po jakimś czasie ocknął się a matryca nad którą tak długo pracował zaczęła budzić jego paniczny strach ale znał już rozwiązanie. Bokiem Ale Do Przodu zmusił go do przezwyciężenia swojego strachu i wypowiedzenia odpowiedniej formuły która miała dezaktywować działanie matrycy.

Stanęliśmy w trójkę naprzeciw matrycy wspierając Znajduje Czego Nie Zgubił. Teurg wycelował stygijskim sztyletem w matrycę, wypowiedział odpowiednią formuję i… nic się nie stało. Teurg się załamał ale Ragabasz nie pozwolił mu długo trwać w tym stanie, zaciągnął go przed oblicze Enigmatora i rozkazał zadać mu pytanie.

Zapytał jak dezaktywować tę matrycę, jak ją zniszczyć, w odpowiedzi usłyszał mniej więcej tyle że aby ją dezaktywować musi ją rozumieć ale on nie jest w stanie jej zrozumieć. Natomiast zniszczenie jej przyniosłoby taki sam efekt jak skruszenie kamienia. Nie jestem pewna czy Teurg pojął odpowiedź, nie mniej po usłyszeniu jej postanowił zrobić to na co sama od dawna miałam ochotę. Wpadł w szał i rozwalił mur w miejscu gdzie znajdowała się matryca i oto wewnątrz naszym oczom ukazało się pulsujące jajo otoczone żmijowymi glifami.

Pierwszy wszedł Ragabasz i zaczął je niszczyć, weszłam za nim i mu pomogłam. Naszym oczom ukazał się człowiek w pozycji płodu, do jego ciała przytroczone zostały czarne rurki, nie mam pojęcia skąd wyrastały. Odczepiliśmy je od niego, z jego ran zaczęła sączyć się krew zmieszana z jakąś czarną cieczą. Nie dało się go uratować, umarł wykrwawiwszy się. Kiedy zniszczyliśmy ideę, bo tym niewątpliwie było jajo oraz jego zawartość, otaczająca nas sceneria uległa zniszczeniu, zapadła się sama w sobie.

Spadliśmy w ciemność. Nie byliśmy w stanie niczego zobaczyć, jakbyśmy nagle stracili wszyscy wzrok. Na szczęście słyszeliśmy się wzajemnie. Pamiętam przerażony głos Znajduje Czego Nie Zgubił jak mówi, że to jest scena z jego wizji. Odnaleźliśmy się w tej ciemności idąc za swoimi głosami, ledwo się to stało, zaatakowała nas jakaś istota. Na szczęście Bokiem Ale Do Przodu, gdyż to on dokładnie został zaatakowany, szybko poradził sobie z nią godząc ją dwa razy kłem.
Nastała cisza. Nie wiem czy to sceneria zaczęła stopniowo kształtować się wokół nas czy też to my, dopiero teraz przyzwyczailiśmy oczy do otaczającej nas ciemności i zaczęliśmy cokolwiek dostrzegać. Przed naszymi oczami wyłonił się postrzępiony, skalisty krajobraz. Wyglądało to trochę jakby ogromne morskie fale nagle zamieniły się w kamień. Teurg i Ragabasz widząc to wszystko zrozumieli, że trafiliśmy do obiecanego im piekła. Zaczęli się żegnać dziękując sobie wzajemnie za przyjemność wspólnej obrony Gai. Patrzyłam na nich zszokowana… cóż za absurdalna sytuacja! Przecież jeszcze nie umarli! Ba! Żadne zagrożenie na nich nie nacierało! Może zaraz wyciągną linę i się na niej powieszą?! Uświadomiłam im, że wciąż żyją i mają szansę przeżycia więc żeby się ogarnęli i skorzystali z tego co zostało im dane. Mniej więcej w tym momencie Znajduje Czego Nie Zgubił dostrzegł na horyzoncie ogromną czaszkę utworzoną z jakiejś czarno-zielonej materii czy może gazu. W popłochu każde z nas znalazło miejsce, które uchroni nas przed wzrokiem tej istoty.

Kiedy zagrożenie minęło postanowiliśmy podjąć próbę wydostania się stąd. Z trudem przebrnęliśmy przez spiętrzone formacje skalne, w końcu wyszliśmy na wulkaniczny teren. W oddali zobaczyliśmy jakiś obiekt i kiedy podeszliśmy bliżej uderzyło mnie, że to jest miejsce z mojej wizji. Bezzwłocznie oznajmiłam to reszcie, ale ci już postanowili że tam wejdą, ponieważ w środku dostrzegli przybitego do dna Ostrze Gromu.

Ktoś złamał jego cleiva (?) i brutalnie go sponiewierał. Na Jego piersi widniały żmijowe symbole, był nie przytomny. Nie chciałam aby dłużej cierpiał, lub żeby stał się Tancerzem, nie chciałam go tam zostawić ale wiedziałam, że jeśli którekolwiek z nas tam wejdzie to zakończy tam swój żywot. Rozpaczliwie próbowałam wybić reszcie z głowy pomysł wchodzenia do środka, ale Znajduje Czego nie Zgubił i Bokiem Ale Do przodu nie wyobrażali sobie, że zostawią towarzysza broni. Teurg mając nadzieję, że to coś da, zaczął gasić pochodnie okalające krater. Ragabasz już postanowił, że wchodzi do środka kiedy chyba jego instynkt odezwał się w nim z taką mocą, że nie był w stanie postąpić ani kroku dalej.

Czując, że muszę coś zrobić aby wyjść z sytuacji, postanowiłam chwycić kamyk i spróbować trafić w Ostrze Gromu. Wyobrażałam sobie że uda mi się go obudzić i … nie wiem, właściwie co chciałam tym osiągnąć, czułam jednak, że może to być jakimś rozwiązaniem. Niestety nie trafiłam. Miotając się w sobie zaczęłam do niego krzyczeć, co sprawiło że z jego ust wyciekła tylko cienka strużka krwi. Stanęłam nie wiedząc co zrobić aż olśniło mnie że mogę ponownie spróbować rzucić kamieniem. Tak też uczyniłam. Tym razem trafiłam i kiedy tylko kamień dotknął nogi achrouna, obraz zafalował i naszym oczom ukazała się ogromna zębata ryba a achroun okazał się być świetlistym punktem zwieszającym się na cienkim … czymś wyrastającym z czoła ryby.

Dalej nie pamiętam co się stało, wydaje mi się że to w tedy trafiliśmy do przyszłości. Wyszliśmy w Cliveland, tyle że to już nie było to samo tętniące życiem miasto co pamiętaliśmy… teraz to było miasto po katastrofie …nawet teraz kiedy wspominam to co zobaczyliśmy wzbiera we mnie bezgraniczny smutek. Nie było ludzi, nie było żadnych istot, ulice były zdewastowane walką, wszędzie było szaro aż przygniatało do ziemi. Niebo było czerwone i ciężkie.
Jak przez mgłę pamiętam że postanowiliśmy wspiąć się na jakiś wieżowiec aby móc ocenić sytuację. Mieliśmy nadzieję, że dostrzeżemy jakikolwiek ślad życia na horyzoncie. Kiedy wspięliśmy się na dach okazało się, że ktoś tam już jest.

Stał nieruchomo jakby czekając na nas. To był prawdziwy wojownik, Wojna we własnej osobie. Opowiedział nam o apokalipsie, o tym że Tubylcy Betonu i Władcy Cieni polegli jako pierwsi ponieważ zbyt daleko odeszli od swojej natury, od Gai, następnie Wendigo i Uktena, którzy zamknięci w głębokim lesie czy w górach nie wiedzieli nawet o nadejściu apokalipsy, opowiadał również że najdłużej broniły się Czarne Furie, Pomiot Fenrisa oraz Dzieci Gai, ale i to nie trwało długo.

Wilkołaki przegrały, a my… a my tułaliśmy się w tym czasie po głębokiej umbrze... Każde słowo które padło z jego ust sprawiało mi ból. Zawiedliśmy Gaję… i kiedy bez reszty pogrążyłam się w tej beznadziei, ciszę przerwał potężny grzmot. Kiedy spojrzeliśmy w niebo ujrzeliśmy Ptaka Gromu a na jego grzbiecie siedział nie kto inny jak Ostrze Gromu.

Po wylądowaniu, achrouna z niedowierzaniem wysłuchaliśmy jego opowieści o zaciętej bitwie którą stoczył kiedy widzieliśmy się po raz ostatni, bitwie w której omal nie umarł i pewnie tak by się stało gdyby nie przebudził się jego totem, Ognisty Ptak Gromu. Wówczas ten potężny duch wyjaśnił nam że podejmie się próby zniszczenia ducha Żmija, który zasiał ideę. Nie było to łatwe zadanie i Ptak Gromu aby przeważyć szalę zwycięstwa na swoją stronę, poprosił nas abyśmy oddali mu jako oręż coś co jest w nas prawdziwie najsilniejsze. Ostrzegł też nas, że od naszej decyzji, od tego co uznamy w nas za prawdziwie najsilniejsze, zależy powodzenie walki.

Ostrze Gromu, przełamał swój oręż na znak że oddaje swoją siłę, Znajduje Czego nie Zgubił poprzez swoją krew oddał mu moc duchową, ja oddałam mu swoją moc uzdrawiania nacinając się na sercu a Bokiem Ale Do Przodu po krótkim wachaniu między strachem przed własną naturą a sprytem uznał, że to spryt jest w nim silniejszy i to właśnie mu ofiarował.

Przyjąwszy nasze ofiary Ptak Gromu odleciał unosząc na swym grzbiecie Ostrze Gromu, wcześniej jednak powiedział nam żebyśmy podążali ścieżką a jeśli ich misja się powiedzie nasze dary zostaną zwrócone. Pełni nadziei na powrót do domu ruszyliśmy ścieżką. Znów szliśmy bardzo długo aż w końcu nasze stopy dotknęły wody i znaleźliśmy się w jeziorze, do którego weszliśmy na samym początku podróży.

Na brzegu, wokół dużego ogniska stały Czarne Furie, wyglądały jakby szykowały się do wojny, spojrzały ze zdziwieniem na nas a my dostrzegliśmy, że musiało minąć naprawdę dużo czasu od początku naszej podróży. Kiedy rozległy się pierwsze szepty zdziwienia z ich strony, w tedy z góry padły strzały, skądś wyskoczyły ogromne, mechaniczne wilki, do okręgu wpadł granat. Nikt nie był w stanie zareagować wystarczająco szybko, kiedy opadł wszelki ruch okazało się, że jedynymi ocalałymi jesteśmy my. Tu apokalipsa jeszcze trwała… zebraliśmy tą broń, którą dało się jeszcze użyć i ruszyliśmy w stronę budynków.
Nie znaleźliśmy nikogo. Chcieliśmy jechać sprawdzić co z Krwią na Śniegu, ale okazało się, że wszystkie samochody są zdewastowane i bezużyteczne. Ruszyliśmy więc na pieszo pod postacią wilków. Po drodze widzieliśmy patrole ludzi prowadzących te blaszane bestie oraz przeczesujące teren helikoptery. Udało nam się niezauważenie przekraść do Miasteczka, stamtąd zobaczyliśmy że na naszych terenach toczy się walka. Nie zwlekając popędziliśmy w tamtą stronę.

Kiedy tam dotarliśmy walka zdążyła się skończyć. W domu, pośród martwych ciał wilkołaków, znaleźliśmy dogorywającego Władcę Cieni, tego samego który nas „ powitał” kiedy pojawiliśmy się na tych ziemiach po raz pierwszy. Przed śmiercią zdążył wskazać nam gdzie pobiegła Krew na Śniegu, to była ta magiczna jaskinia z wodospadem. Teurg próbował go uleczyć lecz to było na nic, w tym czasie Bokiem Ale Do przodu popędził we wskazaną stronę.
Wrócił niedługo po tym, zdezorientowany i zrozpaczony. Krew Na Śniegu nie żyła… wpadliśmy w panikę, że jesteśmy zamknięci w tym koszmarze, że misja Ptaka Gromu się nie powiodła, że zostaniemy tu i będziemy musieli oglądać jak bliskie nam osoby umierają… jak przez mgłę dotarło do mnie jak Bokiem Ale Do Przodu mówi dalej, że spotkał po drodze kogoś kto kazał mu się obudzić, że jeszcze nie jest wszystko stracone, musimy się tylko jak najszybciej obudzić, NATYCHMIAST!

Obudzić? Ale jak?! Znów wpadliśmy w panikę, nie wiedzieliśmy jak to zrobić, miotaliśmy się przez chwilę aż w końcu przyszło mi do głowy że śmierć… Musimy tu umrzeć, gwałtowne doświadczenie wyrwie nas z tego koszmaru!

Zdrowy na umyśle człowiek ma problemy z zadaniem sobie śmiertelnego ciosu, dlatego czuliśmy wewnętrzny opór aby od razu to uczynić, w końcu Ragabash przełamał się jako pierwszy i wbił sobie w serce kieł, zaraz po tym strzeliłam sobie w głowę z glocka.

Śmierć nie była w cale taka zła… będąc martwą uświadomiłam sobie że za życia wypaliłam naprawdę dużo towaru i o Gajo! Naprawdę dobrze się bawiłam! Obudziłam się i niczym w deja vu znów spotkaliśmy się z ostrzem Gromu, mówił wszystko to samo co przy ostatnim spotkaniu, o tym, że nas szukał, o tym jak poznał swój totem i o tym żebyśmy ofiarowali to co w nas najsilniejsze. Powiedzieliśmy mu że to już raz się wydarzyło i ich misja się nie powiodła. Nie pozostawało jednak nic innego jak spróbować jeszcze raz.

Ponownie ofiarowaliśmy swe dary tym razem jednak, ragabash zdecydował, że to strach przed jego naturą jest w nim silniejszy. Przyjąwszy nasze ofiary Ptak Gromu odleciał unosząc na swym grzbiecie Ostrze Gromu. Już nie tak pełni nadziei na powrót do domu ruszyliśmy ścieżką. Znów szliśmy bardzo długo aż w końcu nasze stopy dotknęły wody i znaleźliśmy się w jeziorze, do którego weszliśmy na samym początku podróży. Na brzegu, przy dogasającym ognisku czekała na nas samotnie Turg starszyzny Czarnych Furii. U naszego boku stał Ostrze Gromu.

***
EDYTOWANE PRZEZ MODERATORA: Proszę nie wklejać pod sobą takich samych tematów. Jeśli wnosisz poprawki, edytuj poprzedni temat, a nie wklejaj ten sam tekst dwa razy.
***

Avatar
Apsara


Myśliciel
239 Posts
(Offline)
2
2 listopada 2015 - 18:34
0

Voodoochild, czy mogłabyś porozdzielać tekst na akapity? Wątpię żeby w tej formie komukolwiek chciałoby się to czytać.

Avatar
Sigil of Scream
Geniusz
645 Posts
(Offline)
3
2 listopada 2015 - 18:52
0

Podpisuję się pod powyższą prośbą. Zaciekawił mnie temat, chciałem przeczytać tekst, ale forma w jakiej go podałaś jest dla mnie na tyle nieczytelna, że zrezygnowałem z lektury...

Zstąpiłem w dół, na Pola Strachu, by rozsiać tutaj swoją ciemność...

Avatar
4
9 listopada 2015 - 20:43
0

Ulegając zachęcie dodaję swój punkt widzenia na tamte wydarzenia.

***

Opowieść Galiarda

Na dobrą sprawę, sam nie wiem jak do tego doszło. Pamiętam wydarzenia które sprowadziły na nas ten wyrok. Bardzo wyraźnie. Nie jestem tylko pewien, co w owej chwili mną kierowało. Nie, żeby to miało jakieś znaczenie, po prostu się zastanawiam. Chcę wierzyć, że nie popełnię już więcej tego błędu. Ale pewien być nie mogę, dopóki nie dojdę do tego dlaczego zachowałem się tak a nie inaczej.

Kiedy odczytywano nasz wyrok, nie byłem zaskoczony. Może smutny. Wierzyłem, że mogę tak wiele jeszcze uczynić, a wszystko miało się skończyć. Tak po prostu. Kiedy Podziemna Jaskinia zażądała prawa wyboru sposobu w jaki odejdziemy, spodziewałem się czegoś w rodzaju misji, jaką dostaliśmy. Z jednej strony było to przerażające, z drugiej zaś dawało nadzieję na tę odrobinę chociaż odkupienia, po tym co odjebałem. Rozumiem powagę naszego przewinienia i jestem pewien, że gdybym był skazującym a nie skazywanym, na owym zgromadzeniu padły by dokładnie takie same słowa. Fakt, że w tak bezmyślny sposób naraziłem swój gatunek, chyba już zawsze będzie mnie prześladował. Mam tylko nadzieję, że nie wywoła on we mnie strachu przed podejmowaniem trudnych decyzji, bo dziś, kiedy już jest po wszystkim (po naszej wyprawie w objęcia śmierci, i mean), wiem że takie będą się trafiać częściej i częściej.

Bolało mnie serce, kiedy żegnałem się z Krew na Śniegu. Nie rozumiałem wtedy jeszcze dlaczego. Z całego czasu jaki dzieliłem z watahą, jej poświęcałem zdecydowanie najmniej. A jednak niezaprzeczalnie wstrząsnęły mną łzy jakie wylała przy pożegnaniu. Nie chciałem wtedy się do tego przyznać, ale to przez to, że pomimo tego jak strasznie ją zawiodłem, jej wciąż zależało...

A potem weszliśmy w odmęty jeziora, ruszając na spotkanie nieuniknionego. Dołączyli do nas Głos Rozsądku i Ostrze Gromu. Chciałem protestować, ale cieszyłem się jednocześnie z ich towarzystwa. Nie wiem czy dawało mi nadzieję, czy spokój ducha. Zresztą bardzo szybko przestało mieć to znacznie. Byli tam, i tylko to się liczyło.

Spora część naszej podróży umyka mi, jakby sen śniony dawno temu, zamglony i niestabilny. Wiem, że szliśmy ścieżką, ale jedyne co pamiętam z otoczenia, to dziwne kształty i powidoki skryte we mgle... Pamiętam jak doszliśmy do wielkiej równiny, obwicie zrezanej szczelinami. Całość mocno przywodziła na myśl wyschniętą w słońcu ziemię, spękaną i zniekształconą. Ów równina zamieszkała była przez rozpełzające się wszędzie sfory dzikich psów/wilków. Cholera zresztą wie co to było za ustrojstwo. Fakt taki, że nie dało się tamtędy przejść niezauważonym. Była to chwila w której Ostrze Gromu stwierdził, że oto nadeszła jego chwila. Poszedł z nami by nam pomóc, a bez pomocy nie mamy szans pokonać tego terenu. Odbiegł gdzieś na bok i zwrócił na siebie uwagę owych hord, dzikim skowytem zawierającym obietnicę śmierci. To dało nam czas na przejście przez tą przeklętą, martwą ziemię. Po drodze mieliśmy jakąś mniejszą potyczkę, ale obyło się bez strat i trudności. Ale kiedy udało nam się przedostać na drugą stronę, krew w naszych żyłach zmroził agonalny skowyt naszego kochanego Ostrze Gromu.

A potem wkroczyliśmy w ciemność. Ciemność która uraczyła (jak się później okazało) każdego z nas wizją-przestrogą. W mojej szliśmy przed siebie, w pewnym momencie Głos Rozsądku potknął się i zaklął nieszpetnie. A wtedy na drodze stanął nam wielki kościsty stwór, a okolicę spowił zielony, trujący dym, który przyniósł nam śmierć. Nie wiem dlaczego i skąd otrzymaliśmy swe wizje, wiem jednak, że bez nich nie bylibyśmy w stanie odpowiednio zareagować i pewnie pomarlibyśmy w sposób nam pokazany.

Doszliśmy potem do pagórka, na którego szczytozboczu stał domek. Dom. Chata. Taka niewielka, mieszkalna chatka. Nasza misja polegała na wejściu w sny pewnego żmijowego generała i zaszczepienie mu braku chęci bycia ów generałem. Tym bardziej więc nie rozumiem dlaczego kobieta którą spotkaliśmy w środku, przypominała mi/okazała się moją matką. Nie chcę zagłębiać się w szczegóły tamtej chwili. Nie wiem czy ktoś zrozumiałby skąd i jak odnalazły mnie konkluzje do których doszedłem. Wspomnieć wystarczy, że zrozumiałem/przypomniałem/uświadomiłem sobie, jak bardzo moja mama cierpiała na duchowym poziomie jako matka, nie mogąc mi nigdy dać tego co matka dziecku dać powinna... W chatce był też mały chłopiec, którego zidentyfikowaliśmy jako ów generała, zanim się stał generałem. Kiedy stałem porażony moim filmem z mamą w roli głównej, chłopczyk krzyknął, że idzie popodziwiać gwiazdy. Poszliśmy go szukać kiedy już udało mi się ogarnąć. Znaleźliśmy go, ale o ile dobrze pamiętam (przypominam, to wszystko, cała nasza wyprawa, jest dla mnie dziś jak taki pokurwiony sen, który pamięta się silnie po przebudzeniu, a którego szczegóły plączą się mimo owej wyrazistości) znaleźliśmy jego truchło, z którym nie dało się gadać. Szkoda, bo na to liczyliśmy.

Ale razem z dzieciarem, znaleźliśmy byt, który określił się jako Enigmator. Imię pasuje do tego skurwiela jak ulał. Jakby na nie nie patrzeć. Był równie enigmatyczny co zagadkowy. I mówił. Mówił do mnie o moim (wówczas, nie dziś) plemieniu. Miałem ochotę strzelić mu w ryj z shotguna. A najlepiej z armaty. Tyle że (chociaż w tamtej chwili nie chciałem tego przyznać ) miał rację, głupi chuj. Powiedział nam też, że ujrzymy jeszcze Ostrze Gromu ale nie będziemy z tego powodu szczęśliwi.

Zeszliśmy potem z tego dziwnego wzgórza, weszliśmy w las i ruszyliśmy ścieżką przed siebie. Skoro nie udało nam się pogadać z tym dzieciakiem, trzeba było znaleźć jego kolejną manifestację. I kiedy tak szliśmy przez las, Głos rozsądku potknął się i zaklął. W ten sam sposób co w mojej wizji. Następnie szkielet i zielony dym. Wiedziałem jednak, że jeśli zostaniemy i się tego gówna nawdychamy, to umrzemy. Więc nie zostaliśmy i nie umarliśmy. Poszliśmy dalej, pokonując tę niedogodność.

Znaleźliśmy się na pustkowiu, gdzie w jakimś dziwnym murze (terminologia z braku lepszej, bo to niby nie był mur a jednak był) wbudowana byłą jakaś żmijowa matryca (nie jestem teurgiem, jakaś płytka/tabliczka z jakimiś dziwnymi żmijowymi symbolami). Nasz ultra zajebisty Teurg zajął się problemem. Rozwiązał zagadkę, chociaż sam prawie zamienił się w Tancerza próbując. Generalnie to niemal oszalał. Enigmator też się tam pojawił, ale nie chcę o nim mówić, bo zrobił mi z mózgu jesień średniowiecza. I chociaż to mnie zmieniło, to jednak czuję się przez niego zgwałcony mentalnie i nie chcę rozmawiać o złym dotyku bo on boli przez całe życie.

Kiedy nasz ultra szalony Teurg rozwiązał swe zadanie, w ścianie za tabliczką która niemal pozbawiła go zmysłów znaleźliśmy jajo. Jeśli dobrze zrozumiałem i dobrze pamiętam, był to zalążek stania się sługusem żmija w umyśle ów generała który był utrapieniem naszym i garou all around the world. Zniszczyliśmy więc to cholerstwo. a wtedy świat zaczął się rozpadać i spadliśmy do piekła.

Była tam absolutna ciemność i odgłos kapiącej wody. Co wywołało szczególną panikę u Teurga, bo (jak się okazało) był to element jego wizji. Nie pamiętam wyraźnie, był tam jakiś dziwny byt, chyba z nim walczyliśmy czy coś. A potem tułaliśmy się po piekielnych bezdrożach tracąc resztki nadziei. Trochę wstyd mi to pisać, ale zaczęliśmy się żegnać, dziękując sobie nawzajem za zaszczyt walki ramię w ramię. Na szczęście Filodox skapiszonował nam mordy i postawił nas do pionu. Poszliśmy więc dalej, chociaż nie wiem co znaczy dalej, bo nie przypominam sobie by były tam jakieś kierunki.

Doszliśmy w każdym razie do wielkiej dziury w ziemi, coś na kształt krateru. Na dnie którego leżał przybity kołkami/prętami do podłoża nikt inny jak Ostrze Gromu. Wraz z Teurgiem ochoczo chcieliśmy wskoczyć by go ratować. Filodox zaś ponownie zaczął nam kapiszonować mordy. I zaczęliśmy się kłócić. Okazało się, że to scena z wizji filodoxa i że on wie że nie możemy tam wejść bo sami zginiemy. Tyle że Filo chciał iść dalej a nasza dwójka się zesrał że ni chuja. i tak staliśmy i darliśmy na siebie ryje. Na szczęście Filodox wpadł na pomysł z kamieniami i zaczął rzucać kamieniami w biednego i cierpiącego ahrouna. A kiedy trafił, okazało się że to iluzja przynęta jakiejś gigantycznej ryby która by nas penie zżarła. Trafiona w międzyśrodek gębowy, ryba odpłynęła, jednak płetwą powodując jakieś dziwne zafalowanie rzeczywistości co wyrzuciło nas na równinę na której w szeregu ustawione, w stronę odleeeeegłej metropolii szły postaci szare ze zwieszonymi głowami. Stanęliśmy więc w kolejce i poszliśmy z nimi.

Doszliśmy do ów metropolii, a właściwie krateru po niej pozostałego. I okazało się, że jesteśmy już w czasach postapokaliptycznych. Spotkaliśmy wojnę, jeźdźca apokalipsy, tak myślę. On opowiedział nam jak to się stało. Powiedział nam, że Tubylcy Betonu padli jako pierwsi. Pozbawieni swych luksusów, nie mieli nic do zaoferowania na polu bitwy. Nawet Gnatożuje wytrwali dłużej, bo znali kanały i dało im to dodatkowy czas. Wendigo i Uktena umarli pokonani przez duchy w których pokładali tyle nadziei. Ich teurgowie zostali opętani przez zmory i żmijowe moce i stali się jego żołnierzami. To oni stali na placu boju jako ostatni, z krwią swych braci na rękach. Najdłużej przetrwali ci prowadzący wojnę partyzancką. Dzieci gai jako support, władcy cieni którzy skurwili z miast i ostatecznie przyłączyli się do innych... Wojna powiedział nam jeszcze że już jest po wszystkim, spóźniliśmy się. Nikogo już nie ma, a my sami nie przeżyjemy w tym świecie, bo powietrze i woda zatrute, zwierzyna martwa i nie ma już nawet skrawka nadziei.

Nie umiem opisać tej świadomości zasobem słów jaki posiadam. Nigdy wcześniej ani później nie czułem się tak bardzo obdarty z nadziei i możliwości działania. Nie było już nic i nic już się nie liczyło.

I wtedy stało się coś czego chyba żadne z nas się nie spodziewało. Na grzbiecie Ptaka Gromu nadleciał nasz dzielny Ahroun. Odnalazł nas w tym świecie który mieliśmy za prawdziwy a który był po prostu alternatywnym światem przyszłości. Duch ów szlachetny zażądał od nas ofiary. Każdy miał dać mu to co w nim najsilniejsze. Miałem chwilowe wątpliwości, ale ofiarowałem mu swój spryt. Odleciał po wszystkim, a my szliśmy. I szliśmy. I szliśmy. i bardzo długo szliśmy. w końcu odnaleźliśmy drogę, i wyszliśmy z jeziora które było początkiem naszej drogi. Na brzegu przy ognisku spotkaliśmy czarne furie. Powiedziały nam że właśnie jest apokalipsa i jest przejebane po całości. Skończyła się amunicja i żmij wdarł się w ich świat.

Ruszyliśmy w nasz teren. Po drodze widzieliśmy mnóstwo helikopterów bojowych, potężne mechaniczne wilki, pentex bawił się pełną gębą. Kiedy dotarliśmy już niemal na miejsce, usłyszeliśmy odgłosy walki, strzały, krzyki... Ruszyliśmy ile sił w nogach. Lecz i tym razem przybyliśmy za późno. W lesie nie tak daleko naszego siedliska odnalazłem ciało martwej Krew na Śniegu. I jeśli wcześniej czułem pustkę i brak nadziei, ten widok ostatecznie mnie pokonał. Nie jestem mięczakiem, ale w tamtej chwili łzy zmoczyły moją twarz.

A wtedy zobaczyłem Eurekę. Krzyczała do mnie żebym się obudził, bo to nie jest prawdziwe. Nie mogłem mieć pewności, ale i tak nie było już dla nas nadziei. Powiedziałem watasze że musimy się obudzić. I wbiłem sobie swój Kieł w serce. W tamtej chwili nie byłem pewien czy robię słusznie, jednak zostałem do tego stopnia ograbiony z nadziei i wiary w cokolwiek, że i tak było to najlepsze wyjście. I może to i brzmi jak tchórzostwo. Ale nie robiłem tego ze strachu.

A kiedy się obudziliśmy, ponownie znalazł nas Ostrze Gromu. Tylko że dla niego to był pierwszy raz. Znów zażądano od nas ofiary. Tym razem zdecydowałem się oddać mój strach. Przed samym sobą i przed swoją naturą. Przed porażką. Przed prawdą.

I znów szliśmy niezmierzoną ilość czasu. Znalazła nas Krew na Śniegu. zabrała nas i poprowadziła do wyjścia. A kiedy wyszliśmy z jeziora, czekała na nas Widząca Przez Sny. Czekała na nas. Zdrajców i wygnańców. I dała nam jeść. I ciepłe koce. I czekała na nas...

Okazało się, że nie było nas zaledwie dwa tygodnie, a nie dziesięć lat, jak myśleliśmy po spotkaniu z wojną. Jestem wdzięczny za tę szansę. Za miejsce w szeregu, kiedy już przyjdzie nam bronić Gaję. Za to, że ponownie mogłem spotkać Krew na Śniegu. Za wszystkie chwile, które mogę dzielić z watahą, te gorsze i te lepsze. I za nowe życie. W którym nie muszę kreować siebie przed samym sobą. Bo mój strach już do mnie nie powrócił.

I może to dziwnie zabrzmi, ale w ostatecznym rozrachunku trochę się cieszę, że to wszystko się stało. Zarówno nasza misja jak i jej przyczyna. Bo bez tych wydarzeń byłbym dalej tym roztrzęsionym gnojkiem, biegającym z gumowym kutasem w ręce.

Dostałem szansę jaką niewielu dostaje. Narodziłem się ponownie, powstając z popiołów Bokiem ale do Przodu.

Jestem Iskrą Feniksa.

Forum Timezone: Europe/Warsaw
All RSS Show Stats

Administrators:
Sigil of Scream

Moderators:
Zin-Carla
Apsara

Top Posters:

Azag: 247

Voodoochild: 146

Rivers of Hel: 144

Newest Members:

Ruby_Lynx

DeathMasque

Mau

Forum Stats:

Groups: 3

Forums: 73

Topics: 420

Posts: 2279

 

Member Stats:

Guest Posters: 0

Members: 21

Moderators: 2

Admins: 1

Most Users Ever Online: 89

Currently Online: Corvus
3 Guest(s)

Currently Browsing this Page:
1 Guest(s)

Members Birthdays
Today: None
Upcoming: None
    
7 odwiedzających teraz
0 gości, 6 bots, 1 członków
Cały czas: 98 o godz. 05-12-2019 05:32 pm
Najwięcej dzisiaj: 11 o godz. 01:22 pm
Ten miesiąc: 12 o godz. 08-03-2020 12:56 pm
Ten rok: 43 o godz. 05-04-2020 08:34 am