Estetyczny Radykalny Ruch Oporu Symbolistycznego

Teksty

©Pan Potworek

Pan Potworek

Od jakiegoś czasu nazywał to miejsce Domem. Kiedyś był tam pracownikiem, teraz było tam cicho i ciemno. Gdzieniegdzie pozostały tylko resztki dawnych sprzętów. Gdyby nie to, że ściany, podłogi i sklepienia były zrobione z metalu, Pan Potworek myślałby, że jest w czaszce jednego z trupów, które kiedyś produkowane były w Domu taśmowo. W ciszy Pan Potworek wciąż słyszał jęki torturowanych i degenerowanych istot. Przytłoczony ich przerażeniem i bólem, nie mógł się ruszać ani nawet oddychać spokojnie. Siedział nagi, zwinięty na zimnej podłodze, wyrywając resztki włosów z bladej głowy, krzycząc i płacząc na przemian. Jego ciało było okaleczone w wielu miejscach, nosiło ślady blizn po najdziwniejszych ranach, niektóre z nich nadal były przekrwione. Najsilniej odczuwał strach upiorów przeszłości. Skrajne przerażenie przed nieuniknionym bólem i śmierci która czekała cierpliwie. Wewnętrzny krzyk desperacji i rozpaczy rozdzierającej duszę….. Pan Potworek odpoczywał.
Pewnego dnia nadszedł dźwięk i światło. Było to światło, które zbudowało kiedyś Dom, Pan Potworek znał je dobrze, był to jego Pracodawca. Wakacje się skończyły. Pan Potworek wyszedł na światło dzienne.
Początkowo światło dzienne raziło jego oczy i na niewiele mógł się przydać. Ciało zesztywniało, mięśnie straciły swą zwinność. W nocy, kiedy ciemność otaczała jego zmysły, budził się jak z koszmaru i rozciągał, rósł i przypominał sobie dawne umiejętności.
W dniu w którym odzyskał dawną sprawność, poszedł z Pracodawcą do starej wieży, rozsypującej się w pył na granicy zapomnienia i przywdział swój stary mundur. Zabrał ze sobą również haki i łańcuchy. Otulając swoje ciało w skórzane skrawki i czarne szmaty, czuł się jakby kolejny raz przeżywał cud narodzin. Mundur trzymał się na hakach wbijanych w ciało, uczucie dobrze znanego bólu budziło pamięć i intuicję Pana Potworka. W końcu zasłonił swoją twarz i założył ciasny czarny kaptur. Pozostało już tylko jedno.
Stojąc na szczycie wierzy, Pan Potworek patrzył w księżyc. Śpiewał dla niego swoją ulubioną piosenkę a przynajmniej jedną z jej wersji. Była w niej krew, ból i strach, czyli to czym Pan Potworek żył na co dzień.
Dla niego księżyc przybrał barwę krwi, jego światło zdawało się przechodzić przez skórzane okrycie i przecinać ciało Pana Potworka. Ból był jego siłą. Kiedy moc Pana Potworka budziła się, na jego mundurze zaczęły srebrzyście rozbłyskiwać symbole. Przypominające taniec odległych gwiazd, który widzieli tylko ci, dla których eony były tylko oddechem.
Pan Potworek mógł wrócić do pracy.

Następnego dnia, Pan Potworek stawił się na rozprawie. Stał jak zawsze po lewej stronie Pracodawcy. Naprzeciwko stał ten, którego Pan Potworek podczas urlopów nienawidził. W powiewającej szacie, z maską lustrzaną na twarzy, zdawał się wspierać ręce na niematerialnym mieczu. Miecz miał rdzeń ze światła i ostrze z ciemności. Ten drugi chyba nigdy nie brał urlopów i dlatego zawsze miał takie nazolskie podejście. Często interweniował, kiedy Pan Potworek próbował się dobrze bawić, albo wyciągał go za skórę na karku z najgłębszego snu. Teraz jednak był dla niego bratem i Pan Potworek lubił z nim pracować, czasami mógł się od niego wiele nauczyć. Postać Pracodawcy jak i tego stojącego po jego przeciwnej stronie jak zawsze umykała percepcji Pana Potworka. Nie oni jednak byli istotni a raczej to co mówili. Pan Potworek słuchał a jego siła wciąż rosła.

Kilka dni później Pan Potworek przechadzał się spokojnie po płaszczyźnie astralnej, czekał na kogoś. Został tam wysłany z jedyną misją z jaką się go wysyłało. Z lekkim zniecierpliwieniem, do którego po naprawdę wielu latach zdążył się już przyzwyczaić, patrzył na odległe iskrzące gwiazdy. Wreszcie energia zaczęła gęstnieć i zaczął pojawiać się dźwięk. Chwilę po tym, jasno filetowy wir pojawił się w pustej przestrzeni. On był źródłem dźwięku, przeszywającego przestrzeń, wysokiego tonu podobnego do dźwięku misy tybetańskiej. W chmurze jasnego dymu i w złotej poświacie zmanifestował się, przed Panem Potworkiem anioł. Anioł spojrzał zdziwiony, swoimi dwoma niewinnymi, baranimi oczkami, spomiędzy śnieżnobiałych skrzydeł i aż podrapał się w aureolę.
Pan Potworek stał bez ruchu.
Anioł wzruszył ramionami.
Anioł uniósł harfę i chciał uderzając o struny przemówić, lecz coś z brzękiem zardzewiałych łańcuchów przemknęło i zerwało je, także tylko więdnący pod koniec frazy głos anioła dało się słyszeć w przestrzeni
„Jestem twoim aniołem stróżem”.
Pan Potworek stał nadal nieporuszony.
Anioł spojrzał na swoją harfę i aż powieka mu drgnęła.
„TY!” – zasyczał ze złości, „No to się doigrałeś”.
Odwrócił się do portalu, który nadal za nim wirował i powiedział śpiewnie „tu Aaaael, Anioł Stróż drugiej kategorii, numer zlecenia 94*1 4#yyU872, potrzebne wsparcie grupy prewencyjnej…”. Anioł nie kontynuował bo nagle z zza jego pleców wyleciały zardzewiałe łańcuchy, zakończone zardzewiałymi hakami i wbijając się w krawędzie portalu rozerwały go na strzępy.
Anioł aż się zatrząsł i poczerwieniał z gniewu, odwrócił się w furii do Pana Potworka. „To cię nie uratuje, namierzą mnie po numerze zlecenia i zaraz będziesz miał przepie…, yyy…, kłopoty!”.
Pan Potworek stał i patrzył.
Anioł dyszał i… Nic się nie działo.
Po chwili kiedy złość ustępowała miejsca niepewności, anioł rozejrzał się nerwowo i zapytał sam siebie „Czemu jeszcze ich nie ma?”.
„Mają inne rozkazy”, odparł swoim chrapliwym głosem Pan Potworek.
„A ty skąd wiesz?” spytał zdziwiony Anioł.
„Nikt tego nie wie”, odparł tamten a uśmiech rósł na jego twarzy.
„Ej a w ogóle to dla kogo ty pracujesz?”, próbował dalej zdesperowany anioł.
„Dla niego”, powiedział Pan Potworek niedbale wskazując kciukiem za siebie.
Anioł wychylił głowę i spojrzał w pustą astralną przestrzeń. „Ale przecież tam nikogo nie ma?”, odparł zdziwiony i podirytowany.
„Ojoj, masz rację” powiedział Pan Potworek i zaczął iść w kierunku anioła.
„Co chcesz zrobić?” spytał tamten zalękniony.
„Nie martw się iskierko, uwolnię cię z tej okropnej formy” zachrypiała ciemna postać.
„Ale zaraz czekaj, mi jest tutaj dobrze”, krzyczał zmieszany anioł.
„Zamknij ryj, nie do ciebie mówiłem”, odparł Pan Potworek a zza jego pleców wystrzeliły długie na kilka metrów osiem łańcuchów, każdy zakończony hakiem…
„O chuj” powiedział anioł.

Kiedy prochy rozpuściły się w astralnym wietrze opadając ze szczątków, kiedyś świetlistej postaci, Pan Potworek spojrzał w ciemność w swoim sercu i uradował się wielce.

Dodaj komentarz

Allowed Tags <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

3 odwiedzających teraz
1 gości, 2 bots, 0 członków
Cały czas: 65 o godz. 02-07-2018 01:21 am
Najwięcej dzisiaj: 5 o godz. 05:41 am
Ten miesiąc: 31 o godz. 12-04-2018 12:51 pm
Ten rok: 65 o godz. 02-07-2018 01:21 am