Warning: Use of undefined constant RICHTEXT - assumed 'RICHTEXT' (this will throw an Error in a future version of PHP) in /home/ahola333/ftp/sibsi/wp-content/sp-resources/forum-plugins/syntax-highlighting/sp-syntax-plugin.php on line 182

Estetyczny Radykalny Ruch Oporu Symbolistycznego

Inspiracje | Forum ErroS

A A A

— Forum Scope —








Start typing a member's name above and it will auto-complete

— Match —





— Forum Options —





Min search length: 3 characters / Max search length: 84 characters

Lost password?
cmaciemna
Liryka Agresji
Wierszem o wojnie, zbrodni i gniewie.
RSS
Topic Rating: +4 (4 votes) 
Avatar
Sigil of Scream
Geniusz
674 Posts
(Offline)
1
2 lipca 2018 - 12:21
0

Rozpoczynam od mniej znanej współcześnie propozycji. Oto fragment Maratonu Kornela Ujejskiego, nawiązujący do dawnej poezji klasycznej:

MARATON

(Fragmenty)

Z czterech stron świata ciągną się zastępy,
Z czterech stron świata zlatują się sępy,
Medy z Egiptem, Pers z Indyanami,
A Artafernes i Datis wodzami.
Aż wichr się zrywa od wiania buńczuków,
I gwar powstaje od pochrzęstu łuków,
Od końskich kopyt ziemia poczerniała,
Tak wielka koni i ludzi nawała.
Możnaby niemi podbić cały świat ten,
A tam krzyk tylko: „Do Aten! Do Aten!!

I mają rozkaz surowy wodzowie.
Żadnej ateńskiej nie przepuszczać głowie,
I wiele, wiele przysposobić łyków —
Tyle w Atenach wezmą niewolników.
Ciągną szarańczą. Z pięknego Miletu
Zostały jeno ogryzki szkieletu.
Na szyjach niewiast szczerbiły się miecze.
Chodzono w zakład, kto więcej wysiecze.
Naxos w płomieniach, nad nią dymy w chmurach;
A starce z dziatwą, chronią się po górach.
Morska Eubea w perzynie osiadła;
Harda Eretria do ziemi przypadła;
I cala Grecya struchlała i zbladła.

W Atenach trwoga; lud tłumem się zbiera,
Milczy i smutnie po sobie spoziera.
Wiemy swój naród opuściły bogi,
I do wyboru dały mu dwie drogi:
Łańcuch i hańba — lub śmierć i mogyła!
A jedni szepczą: „Nieprzyjaciół siła!
Na cóż się przyda ofiara i męstwo?"
A drudzy krzyczą: „Śmierć albo zwycięstwo!"
Śród nich Milcyades jak posłannik bogów,
Jak ona Pitia z delfickich trójnogów.
Słowem podźwiga zwątpiałego ducha.
Lud go otoczył — zwiesił skroń i słucha.

„Kto chce być sługą, niech idzie, niech żyje,
Niech sobie powróz okręci o szyję,
Niech własną wolę na wieki okiełza,
Pan niedaleko, — niech do niego pełza,
I tam głaskany, a potem wzgardzony.
Niechaj na progach wybija pokłony.
Niech jak pies głodny czołga się bez końca
Za pańską nogą, która nim potrąca.

A my zostańmy! My w nieszczęściu razem!
Albo wytępim wrogów tem żelazem,
Lub za najświętszą wielkich bogów wolą
W grobie się wolni scbronim przed niewolą.
Na naszej skroni tylko z. laurów wieniec,
Lub bladość trupia, — nie wstydu rumieniec!"

***

Nad Maratonem
Wzniosło się niebo zarzewiem czerwonem.
Nad Maratonem przeciągają sępy.
Siadły na skałach i dziób ostrzą tępy.
Bijąc skrzydłami niecierpliwie kraczą.
Rychło też ścierwo na polu obaczą.

A przeciw Persom stoi garstka ludzi.
Persom się zdaje że ich oko łudzi;
A gdy poznali istotę zjawiska,
Zagrzmiał w ich szykach śmiech urągowiska
Med pomrukuje: „Szaleni! Szaleni!
Jeden na tysiąc! my niezwyciężeni!"

Greccy wieszczkowie dobrą wróżbę głoszą;
I na znak dany miecze się podnoszą,
Noga w przód sunie, mur sie tworzy z tarczy;
Od strony Medów już milion strzał warczy,
Już się zbliżają, już ku sobie biega,
Szczęk, jęk, kurzawa . . .
Niech ich bogi strzegą!

7.
W Atenach pusto. Kto mógł miecz podźwignąć,
Już ojca swego w boju chciał wyścignąć.
W nagłiej potrzebie, dla kraju posługi
Rzucano skarby, warsztaty i pługi;
Nawet swych mędrców uczniowie odbiegli,
I za kraj może w tej chwili polegli.
I każdy ziszczał nie słowem lecz czynem,
Ze niewyrodnym był ojczyzny synem.

W Atenach pusto. Śród obszaru miasta
Pozostał starzec, ślepiec i niewiasta.
A kto mógł, patrzał w trwożnym niepokoju
Czy nie obaczy co od strony boju.
Nic, nic nie widać; i słońce zagasło,
I gwiazdy .... Cyt — cyt; coś w pobliżu wrzasło ....
Prędkiemi kroki ktoś po bruku bije,
I woła: „Tchu I Tchu! Głosu I Grecya żyje!
Cześć ! Cześć I . . . Milcyades ! . . . Tchu! . . . Zwycięztwo z nami!"
Kobiety z domów wyszły z pochodniami ....
Z gałązką lauru Grek ulicą bieżył,
I padł wołając: „Zwy — cięztwo!" — Już nie żył.
A lud się ciśnie, podnosi mu głowę,
Rozrywa zbroję; — całe ciało zdrowe!
Ni śladu rany.

Na pobojowisku
Po całodziennem morderczem igrzysku,
Po krwawym trudzie, po stoczonej wojnie
Tysiące ludu usnęły spokojnie.
Grecy z Persami na jednem podaniu,
Leżą bez gniewu w wiecznem pobrataniu,
A przy nich kruki skaczą i godują,
I schrypłym głosem braci swych zwołują.

Z jednego Greka kruk ciało wyrywa,
Grek konający tak do niego śpiewa:
„O szarp, szarp serce, niech już zaumiera!
O pij, pij kruku, krew to bohatera!
Szarp, pij, a dziób twój jak ramię urośnie!"

Niewiasty greckie śpiewają żałośnie,
Nad każdym trupem chylą się z kagańcem,
Czy okrytego nieprzyjaciół szańcem
Nie ujrzą ojca, kochanka, lub męża ....

Wschodzący księżyc bije w lustr oręża:
To Sparta idzie — obaczyć ciekawa.
Gdzie się toczyła Aten walka krwawa.
Gdzie Med okrutny, co swe straszne imię
Obwieszczał Grekom w krwi, w pożarów dymie,
Teraz bezwładny snem spokojnym drzymie.

Zstąpiłem w dół, na Pola Strachu, by rozsiać tutaj swoją ciemność...

Avatar
Corvus


Myśliciel
105 Posts
(Offline)
2
5 lipca 2018 - 22:33
+1

Wiem, że napisane w formie piosenki, ale pierwotnie powstał jako wiersz, więc umieszczam.

Leszek Kołodziejczyk "Marsz Kompanii K3"

Do szturmu nam grają granaty,
Szrapnele nad nami się rwą,
Wybijają takt armaty
I jak werble kule grzmią.

Tych ogni dalekich różaniec
Oświetla sczerniałą twarz.
Pod ten ogień, na ten szaniec!
To jest żywioł, żywioł nasz.

Ref: Bo nasza kompania
Do ataku zawsze rwie,
Bo nasza kompania
Z wszystkich przeszkód śmieje się.
Gdy wroga dopadnie,
To aż cała ziemia drży,
Po tym każdy wnet odgadnie,
Że to bije się K-3!

Nasz szlak cały potem zalany,
Na drogach zakrzepła lśni krew.
A my naprzód w świat nieznany,
A na ustach jeno śpiew.

Służewiec, Czerniaków, Mokotów
I Chojnów pamięta bój,
Pośród ulic, domów, płotów
Zawsze naprzód, nigdy stój!

Ref...

Już słońce wolności nam wschodzi,
Do czynu już brzmi złoty róg.
Pośród świeżej krwi powodzi,
Poprzez gruzy prowadź Bóg!

A jeśli kto padnie wśród boju,
Niech słodko o Polsce śni,
Niech go wieczny sen ukoi
I matczyne drogie łzy.

Ref...

Avatar
Rivers of Hel


Myśliciel
147 Posts
(Offline)
3
11 lipca 2018 - 22:53
+1

Moja propozycja również jest tekstem utworu muzycznego (z jego lekką modyfikacją):

NON- Total War:

Do you want total war
Throw out Ordo and bring back Chaos?
Do you want total war
Unleash the beast in man once more?
Do you want total war
Dance and do the lion's roar?

Do you want total war?
Do you want total war?
Yes, you want total war!
Yes, you want total war!

Do you want total war
To see life's will return once more?
Do you want might to prevail
To kick aside the weak and frail?
To smite your foes that they might die
To splatter blood across the sky?

Do you want total war?
Do you want total war?
Yes, you want total war!
Yes, you want total war!

Do you want to rise and kill
To show the world an iron will?
Do you want to stand and fight
To rip asunder this pallid light?
All return the will of man
Let it burn and start again

Do you want total war?
Do you want total war?
Yes, you want total war!
Yes, you want total war!

Avatar
Liquid Fire


Myśliciel
111 Posts
(Offline)
4
14 lipca 2018 - 15:59
+1

Kolejny owoc studiowania twórczości KP-T, myślę, że w sposób czysty i podniosły oddaje charakter walki i agresji, płomiennej chęci działania.

Kazimierz Przerwa-Tetmajer
Herakles

Przez stepy szedł Herakles, niósł maczugę z drzewa,
a w kędziorach mu bujnych wiatr świszczący śpiewa
i o bary szerokie bije, jak o skałę.
Słońce mu promieniało na piersi wspaniałe
i nogi ze spiżu. Szedł młodzieńczej krasy
i chwały pełen, wielbion przez rzeki i lasy,
góry i morza sine, syn Zewsa straszliwy --
li mu nie dostawało nakark ze lwa grzywy.
Idąc w step, myślał w duszy: "Daj mi, Boże Panie,
jakie w tej pustce wielkiej ogromne spotkanie,
bo serce moje pragnie boju, walczyć żądam!
Jestem młody i mocny! Niech w oczy spoglądam
larwom ogniem zionącym, lub hufiec tytanów
na mej drodze, niebieski mój ojcze, zastanów!
Jestem młody i młodość podnosi krew moję!
Jestem mocny -- jak burza na obłokach stoję,
chcę walczyć! Walka, boje są pracą młodości!
Płomienna lawa w mojej przetacza się kości
i dnia jednego nie chcę mieć w pamięci, stary,
w którym nie pokonałem, w którym moje bary
nie zadrżały zwycięstwa dreszzcem, kędy więcej
jest rozkoszy, niż w dreszczu na piersi dziewczęcej,
Na tom zrodzon, by walczyć. Gdzie oko me sięga,
potwór się za potworem przeciw mnie wylęga,
i wdzięczny-ć jestem, Zewsie, za owe wyrody,
bo gdybym nie miał walczyć, cóż bym robił, młody?
Młodość w walce strawiona, w lesie i w pustyni,
męża słupem brązowym i półbogiem czyni."
Gdy tak mówi, aliści z piaszczystej uboczy,
ogonem boki bijąc, lew olbrzymi kroczy,
cień potworny wlekący. Gdy ujrzał człowieka,
stanął, krwawą mu złością, wraz oko zacieka,
zjeżył grzywę i z piersi zły pomruk wyrzuci,
jak grzmot z chmury, zajadłej oznajmienie chuci.
I zaśmiała się w szczęściu młoda pierś herosa,
ruszył naprzód, odważnie natarł na kolosa,
maczugą łeb mu trzaska, a gdy lew pazury
i kły weń wbił, że grube krwi spłynęły sznury,
i gdy od lwiego trupa cały we krwi swojej
szedł znój spłukać i rany obmywać w zdroi
i w spiekłe walką usta czerpać z nich ochłody;
cieszył się, że lwa spotkał i z lwem walczył, młody.

Avatar
Hexer


Myśliciel
136 Posts
(Offline)
5
16 lipca 2018 - 16:22
0

REDUTA ORDONA
OPOWIADANIE ADIUTANTA

Nam strzelać nie kazano. - Wstąpiłem na działo

I spójrzałem na pole; dwieście armat grzmiało.

Artyleryi ruskiej ciągną się szeregi,

Prosto, długo, daleko, jako morza brzegi;

I widziałem ich wodza: przybiegł, mieczem skinął

I jak ptak jedno skrzydło wojska swego zwinął;

Wylewa się spod skrzydła ściśniona piechota

Długą czarną kolumną, jako lawa błota,

Nasypana iskrami bagnetów. Jak sępy

Czarne chorągwie na śmierć prowadzą zastępy.

Przeciw nim sterczy biała, wąska, zaostrzona,

Jak głaz bodzący morze, reduta Ordona.

Sześć tylko miała armat; wciąż dymią i świecą;

I nie tyle prędkich słów gniewne usta miecą,

Nie tyle przejdzie uczuć przez duszę w rozpaczy,

Ile z tych dział leciało bomb, kul i kartaczy.

Patrz, tam granat w sam środek kolumny się nurza,

Jak w fale bryła lawy, pułk dymem zachmurza;

Pęka śród dymu granat, szyk pod niebo leci

I ogromna łysina śród kolumny świeci.

Tam kula, lecąc, z dala grozi, szumi, wyje.

Ryczy jak byk przed bitwą, miota się, grunt ryje; -

Już dopadła; jak boa śród kolumn się zwija,

Pali piersią, rwie zębem, oddechem zabija.

Najstraszniejszej nie widać, lecz słychać po dźwięku,

Po waleniu się trupów, po ranionych jęku:

Gdy kolumnę od końca do końca przewierci,

Jak gdyby środkiem wojska przeszedł anioł śmierci.

Gdzież jest król, co na rzezie tłumy te wyprawia?

Czy dzieli ich odwagę, czy pierś sam nadstawia?

Nie, on siedzi o pięćset mil na swej stolicy,

Król wielki, samowładnik świata połowicy;

Zmarszczył brwi, - i tysiące kibitek wnet leci;

Podpisał, - tysiąc matek opłakuje dzieci;

Skinął, - padają knuty od Niemna do Chiwy.

Mocarzu, jak Bóg silny, jak szatan złośliwy,

Gdy Turków za Bałkanem twoje straszą spiże,

Gdy poselstwo paryskie twoje stopy liże, -

Warszawa jedna twojej mocy się urąga,

Podnosi na cię rękę i koronę ściąga,

Koronę Kazimierzów, Chrobrych z twojej głowy,

Boś ją ukradł i skrwawił, synu Wasilowy!

Car dziwi się - ze strachu. drzą Petersburczany,

Car gniewa się - ze strachu mrą jego dworzany;

Ale sypią się wojska, których Bóg i wiara

Jest Car. - Car gniewny: umrzem, rozweselim Cara.

Posłany wódz kaukaski z siłami pół-świata,

Wierny, czynny i sprawny - jak knut w ręku kata.

Ura! ura! Patrz, blisko reduty, już w rowy

Walą się, na faszynę kładąc swe tułowy;

Już czernią się na białych palisadach wałów.

Jeszcze reduta w środku, jasna od wystrzałów,

Czerwieni się nad czernią: jak w środek mrowiaka

Wrzucony motyl błyska, - mrowie go naciska, -

Zgasł - tak zgasła reduta. Czyż ostatnie działo

Strącone z łoża w piasku paszczę zagrzebało?

Czy zapał krwią ostatni bombardyjer zalał?

Zgasnął ogień. - Już Moskal rogatki wywalał.

Gdzież ręczna broń? - Ach, dzisiaj pracowała więcej

Niż na wszystkich przeglądach za władzy książęcej;

Zgadłem, dlaczego milczy, - bo nieraz widziałem

Garstkę naszych walczącą z Moskali nawałem.

Gdy godzinę wołano dwa słowa: pal, nabij;

Gdy oddechy dym tłumi, trud ramiona słabi;

A wciąż grzmi rozkaz wodzów, wre żołnierza czynność;

Na koniec bez rozkazu pełnią swą powinność,

Na koniec bez rozwagi, bez czucia, pamięci,

Żołnierz jako młyn palny nabija - grzmi - kręci

Broń od oka do nogi, od nogi na oko:

Aż ręka w ładownicy długo i głęboko

Szukała, nie znalazła - i żołnierz pobladnął,

Nie znalazłszy ładunku, już bronią nie władnął;

I uczuł, że go pali strzelba rozogniona;

Upuścił ją i upadł; - nim dobiją, skona.

Takem myślił, - a w szaniec nieprzyjaciół kupa

Już łazła, jak robactwo na świeżego trupa.

Pociemniało mi w oczach - a gdym łzy ocierał,

Słyszałem, że coś do mnie mówił mój Jenerał.

On przez lunetę wspartą na moim ramieniu

Długo na szturm i szaniec poglądał w milczeniu.

Na koniec rzekł; "Stracona". - Spod lunety jego

Wymknęło się łez kilka, - rzekł do mnie: "Kolego,

Wzrok młody od szkieł lepszy; patrzaj, tam na wale,

Znasz Ordona, czy widzisz, gdzie jest?" - "Jenerale,

Czy go znam? - Tam stał zawsze, to działo kierował.

Nie widzę - znajdę - dojrzę! - śród dymu się schował:

Lecz śród najgęstszych kłębów dymu ileż razy

Widziałem rękę jego, dającą rozkazy. -

Widzę go znowu, - widzę rękę - błyskawicę,

Wywija, grozi wrogom, trzyma palną świécę,

Biorą go - zginął - o nie, - skoczył w dół, - do lochów"!

"Dobrze - rzecze Jenerał - nie odda im prochów".

Tu blask - dym - chwila cicho - i huk jak stu gromów.

Zaćmiło się powietrze od ziemi wylomów,

Harmaty podskoczyły i jak wystrzelone

Toczyły się na kołach - lonty zapalone

Nie trafiły do swoich panew. I dym wionął

Prosto ku nam; i w gęstej chmurze nas ochłonął.

I nie było nic widać prócz granatów blasku,

I powoli dym rzedniał, opadał deszcz piasku.

Spojrzałem na redutę; - wały, palisady,

Działa i naszych garstka, i wrogów gromady;

Wszystko jako sen znikło. - Tylko czarna bryła

Ziemi niekształtnej leży - rozjemcza mogiła.

Tam i ci, co bronili, -i ci, co się wdarli,

Pierwszy raz pokój szczery i wieczny zawarli.

Choćby cesarz Moskalom kazał wstać, już dusza

Moskiewska. tam raz pierwszy, cesarza nie słusza.

Tam zagrzebane tylu set ciała, imiona:

Dusze gdzie? nie wiem; lecz wiem, gdzie dusza Ordona.

On będzie Patron szańców! - Bo dzieło zniszczenia

W dobrej sprawie jest święte, Jak dzieło tworzenia;

Bóg wyrzekł słowo stań się, Bóg i zgiń wyrzecze.

Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,

Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona

Obleją, jak Moskale redutę Ordona -

Karząc plemię zwyciężców zbrodniami zatrute,

Bóg wysadzi tę ziemię, jak on swą redutę.

Avatar
Sigil of Scream
Geniusz
674 Posts
(Offline)
6
16 lipca 2018 - 19:36
0

No widzę Hexer, że wybrałeś klasyk. high_png Wiersz dość długi, do prezentacji werbalnej przydałoby się wybrać odpowiednie fragmenty oczywiście.

Zstąpiłem w dół, na Pola Strachu, by rozsiać tutaj swoją ciemność...

Avatar
Voodoochild


Znawca
151 Posts
(Offline)
7
17 lipca 2018 - 20:20
0

Manowar

Chwała, Majestat, Jedność

Walczyli głęboko w sercu bitwy.
Zostali otoczeni ze wszystkich stron, przestali być widoczni.
Czas mijał, czułem, że są straceni.
Następnie armie rozdzieliły się, wielu poległo.
Zobaczyłem Czterech - każdy klęczał na jednym kolanie.
Wszyscy zatrzymali się, patrzyli się na nich z uśmiechem na twarzy zanim zetrą ich w pył.
A oni wstali razem by podjąć ostateczną walkę.
Ostatkiem sił wznieśli ramiona mierząc zakrwawioną bronią w niebo.
Wezwali boga wojny, byli gotowi na śmierć.
Ale Odyn nie zabrał ich do Valhalli tego dnia.
Zamiast tego posłał błyskawice i pioruny by zmiotły wrogów.
Każdy wojownik żyje w nadziei na jeden dar - szał berserkera.
Teraz byli przepełnieni siłą 1000 ludzi.
Stali się nieśmiertelni, tykalni tylko przez bogów.
Gdy tym razem podjęli atak, wrogowie nie ginęli dziesiątkami, a setkami, tysiącami.
Kiedy opadł pył, Czterech wypowiedziało te słowa, a tłum powtórzył modlitwę wojownika.
Bogowie wojny, wzywam was
Mój miecz jest przy mym boku
Szukam honorowego życia
Wolny od wszelkiej fałszywej dumy
Złamię bat
Śmiałym, potężnym zawołaniem
Okryj mnie śmiercią
Jeśli kiedykolwiek zawiodę

Avatar
Sigil of Scream
Geniusz
674 Posts
(Offline)
8
17 lipca 2018 - 20:38
0

Tłumaczenie jest dość niskich lotów, więc chyba lepiej byłoby wkleić tekst w oryginale, na pewno zgrabniej by brzmiało... Poza tym nie mam obiekcji co do zgodności z tematem.

Zstąpiłem w dół, na Pola Strachu, by rozsiać tutaj swoją ciemność...

Avatar
Nightfall


Szaraczek
29 Posts
(Offline)
9
13 października 2020 - 10:40
+1

Z Tyrteja - CYPRIAN KAMIL NORWID

Nie, ludu bo­ha­ty­rów, ple­mię wiel­kie­go Al­cy­da,
Spoj­rzeń swo­ich bo­go­wie od nas nie od­wró­ci­li;
Ja­ki­kol­wiek dziś wróg, licz­ba lub traf,
Już o lo­sach twych sam wy­ro­ku­je miecz.
Prze­to zbro­ją się odziej, precz od­mieć ko­cha­nie ży­cia,
Nie­chaj to­bie i czar­nej, lu­dzio­bój­czej Par­ki szlak,
Wy­pro­mie­nie­je przed okiem jak słoń­ce dzien­ne.

Twar­dy jest Mars, ale ja­kąż w za­mian da­ją­cy chwa­łę,
O! bo­ha­te­ry - umiej­myż nad to za­pew­nić
Zwy­cię­stwa owoc i, ści­ga­ni, bądź­my ści­ga­ją­cy­mi -
Czy nie wie­cie, że pod­ły gi­nie sam i że po­bi­ty jest, nim bił się,
Gdy szla­chet­ni, zjed­no­cze­ni i ści­śnię­ci,
Mniej pa­da­ją - ow­szem, sta­łość ich mę­ska
Oca­la jesz­cze i po­tom­ne za­stę­py.

Jak upo­ko­rze­nie wy­wo­dzić - albo zgry­zo­tę i nę­dzę,
Któ­re nik­czem­ne­go wo­jow­ni­ka są po­dzia­łem,
Sko­ro ucie­ka, bla­dy trwo­gą, i poza się ranę od­bie­ra.
Żyjąc, czu­je się on prze­bi­tym od pod­stęp­ne­go że­la­za,
Umie­ra­jąc, oka­zu­je na grzbie­cie swo­im
Tru­pa bru­dzą­ce­go zie­mię. Za­iste - bo­gom i lu­dziom jest cię­ża­rem!

Lecz pójrz na ćwi­czo­ne­go w bi­twie: nogą wy­rzu­co­ną na­przód
W zie­mię wra­sta, a war­ga jego, zę­bem zwar­ta,
Świad­czy, iż całą swo­ją ma się siłą.
Pod pu­kle­rzem sze­ro­kim jed­ne ra­mię
Okry­wa za­ra­zem ko­la­na, pierś i oso­bę całą.
Strasz­ny zu­peł­nie - ręka jego wy­gra­ża sil­ną włócz­nią,
A grzy­wa heł­mu zży­ma się nad czo­łem.

Tego się uczcie ćwi­cze­nia. - Jak to? od stóp do głów kry­ci
Umie­jęt­ny­mi sko­rych tarcz rzu­ta­mi,
Mie­li­by­śmy skąd­kol­wiek być za­gro­że­ni?...
- Taki ra­czej wy­bie­ga i ob­ces go­dzi,
Nogą na­pie­ra­jąc na nogę, zu­peł­ny w od­wa­dze swej.
Na ki­ras spa­da ki­ras jego - a na ostrze kask i tarcz,
Tarcz, kask i ostrze pę­dzi, i całe cia­ło na cia­ło,
I źre­ni­ca tli się z źre­ni­cą, a grzy­wa heł­mu z grzy­wą.

Do­pie­ro - gdy dłoń wro­ga mię­szać się po­cznie,
Na­tych­miast włócz­nię za żerdź, miecz za rę­ko­jeść
Ima i zbroi ca­łej wy­włó­czy cię­żar.

- Ty, lżej­szy za­stę­pie, do bo­ków bli­żej nas przy­stań:
Z pod­nie­sio­nych do rzu­tu gła­zów jed­ni dru­gim skle­pie­nie złóż­cie
I niech w rów­ni ude­rza cięż­ki ka­mień i lek­ka strza­ła!

Forum Timezone: Europe/Warsaw
All RSS Show Stats

Administrators:
Sigil of Scream

Moderators:
Zin-Carla
Apsara

Top Posters:

Azag: 248

Voodoochild: 151

Rivers of Hel: 147

Newest Members:

Czarny Wilk

Ruby_Lynx

Nightfall

Forum Stats:

Groups: 3

Forums: 73

Topics: 432

Posts: 2376

 

Member Stats:

Guest Posters: 0

Members: 22

Moderators: 2

Admins: 1

Most Users Ever Online: 89

Currently Online:
2 Guest(s)

Currently Browsing this Page:
1 Guest(s)

Members Birthdays
Today: None
Upcoming: None
    
5 odwiedzających teraz
0 gości, 5 bots, 0 członków
Cały czas: 98 o godz. 05-12-2019 05:32 pm
Najwięcej dzisiaj: 10 o godz. 03:38 am
Ten miesiąc: 22 o godz. 10-06-2020 05:43 pm
Ten rok: 43 o godz. 05-04-2020 08:34 am